Jak czytać metki i nie dać się oszukać
Z tej strony Monika - właścicielka marki Monika Kamińska, czyli sklepu, w którym właśnie jesteś.
Prowadzę markę odzieżową i pracuję z materiałami na co dzień. Znam dostawców tkanin, wiem jak wygląda etykieta, zanim jeszcze trafi do sklepu, i dokładnie rozumiem, w którym momencie ktoś decyduje, co na niej napisać. Właśnie dlatego kiedy mówię, że branża modowa uwielbia kłamać, nie mówię tego na podstawie artykułu przeczytanego w internecie.
Przez lata w rozmowach z klientkami wracał ten sam wątek: kupiłam coś, co miało być bawełną, a po trzech praniach wygląda jak po dziesięciu. Albo: ta wełna jakoś dziwnie gryzie, chociaż na metce jest napisane ,,100% wool". Albo po prostu: nie wiem, co czytać na tej metce i co to w ogóle znaczy.
Dlatego zaczęłam tłumaczyć to głośno, żebyś wiedziała, z czym masz do czynienia, zanim cokolwiek trafi do Twojej do szafy.
Twój mózg czyta metkę tak, jak producent chce, żebyś ją czytała
Wyobraź sobie, że obracasz ubranie i widzisz na metce: ,,bawełna 30%, poliester 70%".
Twój mózg zatrzymuje się na słowie ,,bawełna". Zna je, lubi je, kojarzy z czymś naturalnym i przyjemnym. Uznaje sprawę za zamkniętą, nie analizując ani proporcji, ani tego, że poliestru jest dwa razy więcej. Badania eye-trackingowe z 2023 roku wykazały, że konsumenci podejmują decyzję zakupową wyłącznie na podstawie pierwszego słowa etykiety, pomijając wzrokiem wszystko, co po nim następuje. Producenci to wiedzą. I korzystają z tej wiedzy.
Zacznij czytać skład od końca, nie od początku. Kiedy zaczniesz czytać od dołu, pierwsze słowo, na którym zatrzyma się Twój wzrok, to ,,poliester 70%". Nagle ta sama metka mówi coś zupełnie innego niż chwilę wcześniej.

To samo prawo obowiązuje w modzie i w jedzeniu, ale tylko w jednym z tych światów ktoś je egzekwuje
Producent jogurtu musi podać składniki od tego, którego jest najwięcej, do tego, którego jest najmniej. Kiedy widzisz na etykiecie ,,mleko, cukier, skrobia", wiesz, że mleka jest najwięcej, a skrobi tyle, co kot napłakał. Rozporządzenie tego wymaga, a jego nieprzestrzeganie oznacza po prostu brak produktu na półce.
W modzie obowiązuje identyczny przepis. Włókna mają być podane malejąco, od największego do najmniejszego udziału. Tyle że nikt tego nie sprawdza. Nikt nie karze. Producenci wstawiają więc ,,bawełnę" albo ,,wełnę" na samym początku etykiety, nawet jeśli stanowi ona tylko 20% składu, bo wiedzą, że Twój mózg przeczyta to pierwsze słowo i uzna sprawę za zamkniętą.
To nie jest pomyłka ani przeoczenie. To świadoma decyzja marketingowa.

Zawieszka z wieszaka to reklama, nie metka
Mam klientki, które przynoszą mi ubrania z innych marek z pytaniem, czy widzę, co jest z tym składem. Bardzo często zaczyna się od tego, że pokazują mi piękny kartonik z napisem ,,natural fabric" i pytają, dlaczego ubranie tak dziwnie zachowuje się w użytkowaniu.
Etykietka przyczocona do guzika albo wisząca na wieszaku może mieć napisane dosłownie cokolwiek. Nie istnieje żaden przepis, który regulowałby treść tych zawieszek. To nie jest metka ze składem, to materiał marketingowy w kształcie etykietki.
Jedyna etykieta, która ma moc prawną i której producent musi się trzymać, to ta wszyta wewnątrz ubrania, zazwyczaj przy bocznym szwie lub przy karku. Jeśli sprawdzasz tylko zawieszony kartonik, sprawdzasz reklamę.
Jest jeszcze jedna komplikacja
W jednym ubraniu może być więcej niż jedna metka i każda może dotyczyć innej części. Podszewka z poliestru, korpus z bawełny, wstawka z elastanu, każda z tych tkanin może mieć osobną etykietę. Bardzo często zdarza się, że metka z napisem ,,100% bawełna" jest fizycznie większa albo umieszczona w bardziej widocznym miejscu niż ta z ,,100% poliester", która dotyczy dominującej tkaniny głównej. Warto poświęcić chwilę, żeby znaleźć metkę z opisem tkaniny zasadniczej, tej, z której uszyty jest korpus ubrania.
Z kontroli Inspekcji Handlowej wynika, że blisko połowa zbadanych partii odzieży miała zakwestionowany skład surowcowy. W przypadku odzieży wizytowej ten odsetek sięgał 63,5%. Nie mówię tu o bazarach, ale o normalnych sklepach w galeriach handlowych.
Branża modowa uwielbia kłamać. To niestety jest jej cecha, nie wyjątek.

Trzy rodziny materiałów, które warto mieć z tyłu głowy
Każde włókno na metce należy do jednej z trzech rodzin. Kiedy to zrozumiesz, czytanie składu przestaje być zagadką.
1. Pierwsza rodzina to materiały naturalne:
len, bawełna, wełna, jedwab, kaszmir, alpaka. Natura projektowała je przez miliony lat do ochrony żywych organizmów, więc są higroskopijne, co oznacza, że oddychają razem z Tobą, odprowadzają wilgoć i regulują temperaturę ciała. Wełna w marynarce nie zgniata się po całym dniu. Len latem sprawia, że skóra oddycha przez 12 godzin, jakby niczego na niej nie było. Przy prawidłowym użytkowaniu i praniu służą do 10 lat i z wiekiem wyglądają lepiej, nie gorzej. Na tym zbudowałam całą moją markę.
2. Druga rodzina to sztuczne włókna celulozowe:
wiskoza, modal, tencel, cupro. Laboratorium wzięło naturalną celulozę, najczęściej drewno, i przeprzędło ją w nowe włókno. To most między naturą a technologią: miękkie, przewiewne, przyjemne dla skóry, dostępne w rozsądnej cenie. Modal i tencel są trwalsze od zwykłej wiskozy i zachowują kształt po praniu. Wiskoza w letnich sukienkach to świadoma decyzja, nie pułapka. Żywotność: 3 do 5 lat, więcej jeśli traktujesz je ostrożnie.
3. Trzecia rodzina to syntetyki:
poliester, poliamid, akryl. Produkty przetwórstwa ropy naftowej, dosłownie plastik utkany w tkaninę. Plastikowa bariera nie przepuszcza powietrza, więc pot nie paruje, tylko zalega przy skórze i zaczyna gnić, tworząc środowisko dla bakterii i stanów zapalnych. Sweter z akrylu za 150 zł, który po trzecim praniu wygląda jak ścierka, jest droższy niż sweter z wełny za 850 zł, który służy dekadę. Płacisz za materiał teraz albo za nowe ubrania co sezon. Jedynym sensownym wyjątkiem jest elastan do 5% w spodniach i dzianinach, który sprawia, że tkanina wraca do formy zamiast się odkształcać.

Słowniczek marketingowej ściemy
Na metkach i w opisach produktów istnieje zestaw sformułowań, których jedynym zadaniem jest brzmieć lepiej niż skład.
- ,,W optyce wełny" / ,,Efekt kaszmiru" – informacja, że wełny tam nie ma. Producent liczy na to, że nie doczytasz słowa ,,optyce".
- ,,Premium quality" – bez składu to cena premium przy materiale za kilka dolarów.
- ,,Innowacyjny materiał" – oznacza, że producent woli nie mówić co to jest.
- ,,Eco collection" / ,,Conscious" – często nie odnoszą się do składu, tylko do zdjęć w kampanii.
- Skład bez procentów – samo wyliczenie włókien bez liczb nie mówi nic o proporcjach.
Brak metki ze składem w ogóle? Jeśli nie kupujesz lokalnego rękodzieła od rzemieślnika, to raczej zawsze jest to scam i poliester.

Jedna rzecz na koniec
Kraj pochodzenia na metce nie mówi Ci nic o jakości ani o etyce produkcji. Napis ,,Made in Italy" uzasadnia wyższą cenę tylko w głowie kupującego, nie w składzie. Legalnie można uszyć całą bluzkę w dowolnym kraju na świecie i podpisać produkt ,,Made in Poland", jeśli tylko ostatni guzik zostanie wszyty na miejscu.
To, czego szukam w materiałach, które trafią potem do mojego butiku, to skład: konkretny, podany z procentami, zrozumiały. Nie fraza marketingowa. Skład. I to samo proponuję Ci stosować przy każdym zakupie odzieży, niezależnie od tego, gdzie robisz zakupy.

