Kurtka, której żadna marka nie miała odwagi zrobić
Pewnej zimy chciałam kupić sobie zimową kurtkę.
Zamówiłam piętnaście różnych kurtek. Za tysiąc dwieście złotych. Za trzy i pół tysiąca. Za osiem tysięcy złotych. Łącznie wydałam czterdzieści pięć tysięcy złotych.
Odesłałam je wszystkie. Każda z nich miała ten sam problem. Albo było mi za zimno, albo za gorąco. Pociłam się. Syntetyczne materiały nie oddychały. Po całym dniu czułam się zmęczona i sfrustowana.
Ta kurtka za osiem tysięcy? Ważyła dwa kilogramy. Bolały mnie ramiona.
Wiedziałam, że da się inaczej. Wiedziałam, że wełna ma wszystkie właściwości, których potrzebowałam - naturalną termoregulację, oddychalność, antybakteryjność.
Postanowiłam, że skoro nie mogę kupić takiej kurtki, sama ją zrobię.
Wszyscy mówili "nie da się"
Zaczęłam rozmawiać z dostawcami i producentami.
Siedmiu dostawców wełny. Trzech producentów membran. Wszyscy powiedzieli to samo: "Nie da się."
Membrana nie współpracuje z wełną - tłumaczyli. Wilgoć będzie się zbierać między warstwami. Wypełnienie się zbryla po kilku praniach. Będzie za ciężka, nikt nie będzie chciał jej nosić.
Wszyscy woleli trzymać się sprawdzonych rozwiązań. Poliester, nylon, syntetyczne wypełnienia. Bezpieczne, sprawdzone, takie same jak wszystkie inne.
Ale ja wiedziałam, że da się inaczej.
Dwa lata i dwanaście prób
Postanowiłam udowodnić, że da się wszystko zrobić z wełny. Że da się stworzyć zimową kurtkę wełnianą z membraną i naturalnym wypełnieniem.
Dwa lata pracy. Dwanaście prób.
Pierwsza próba - membrana się odklejała. Druga - wypełnienie rzeczywiście się zbryliło. Trzecia - kurtka była za ciężka. Czwarta - nie była wystarczająco wodoodporna.
Z każdą kolejną próbą uczyłam się czegoś nowego. Testowałam różne grubości włókien wełny. Szukałam membrany, która będzie współpracować z naturalnym materiałem. Eksperymentowałam z proporcjami w wypełnieniu, żeby nie zbryliło się po praniu. Po dwóch latach i dwunastu próbach miałam gotową kurtkę.
Udowodniłam, że da się. Tak powstała Woolaspen.
Woolaspen - jedyna taka kurtka w Polsce
Woolaspen to jedyna taka kurtka w Polsce. 100% wełny w zewnętrznej warstwie plus membrana 10 mikronów z recyklingu. Wypełnienie 80% merino i 20% biopolimeru kukurydzianego.
Nikt inny nie ma kurtki o takim składzie. Bo nikt inny nie miał odwagi spróbować.
Wszyscy ci dostawcy i producenci, którzy mówili "nie da się"? Okazało się, że da się.
Woolaspen wie, kiedy jest ci zimno i kiedy gorąco
Pamiętasz te piętnaście kurtek, które odesłałam? Problem był zawsze ten sam - w syntetycznej kurtce albo marzniesz, albo gotujesz się.
Wełniana kurtka Woolaspen działa inaczej. Działa jak naturalny termostat.
Wełna z membraną odprowadza wilgoć, gdy się grzejesz i zaczynasz pocić. Materiał przepuszcza parę na zewnątrz. Gdy stoisz w miejscu i temperatura ciała spada, wełna zatrzymuje ciepło przy skórze.
Twoje ciało samo reguluje temperaturę. Nie musisz się rozbierać co chwilę, bo jest ci za gorąco. Nie musisz zakładać dodatkowych warstw, bo jest ci za zimno.
Membrana jest wodoodporna, ale jednocześnie przepuszcza parę wodną. Kurtka chroni cię przed deszczem, śniegiem i wiatrem, ale pozwala twojemu ciału oddychać. Wilgoć z wewnątrz może się wydostać na zewnątrz. Nie zostaje zamknięta między tobą a kurtką.
To dokładnie to, czego szukałam przez te wszystkie miesiące przymierzania kurtek.
Po sezonie noszenia nie śmierdzi
Kolejny problem, który miałam z syntetycznymi kurtkami - zapach.
Poliester hoduje bakterie. Po kilku dniach noszenia syntetyczna kurtka zaczyna czuć. Ten zapach nie znika, nawet jak przewietrzasz kurtkę. Musisz prać, prać i jeszcze raz prać.
Merino jest naturalnie antybakteryjna. Wełna ma właściwości, które uniemożliwiają rozwój bakterii odpowiedzialnych za nieprzyjemny zapach. To naturalna cecha włókien wełny.
Nosisz wełnianą Woolaspen cały sezon i zero zapachu. Wystarczy przewietrzyć kurtkę co jakiś czas.
Pranie? Raz na sezon, jeśli w ogóle.
Lekka i wodoodporna
Pamiętam tę kurtkę za osiem tysięcy złotych, którą odesłałam. Ważyła dwa kilogramy. Podczas noszenia bolały mnie ramiona i kark.
Woolaspen jest lekka. Wełna 17,5 mikrona to niezwykle cienkie włókno. Membrana ma zaledwie 10 mikronów grubości. Razem tworzą materiał, który jest funkcjonalny, ale nie ciąży.
I przy tym całkowicie wodoodporny. Krople deszczu spływają po powierzchni kurtki. Nie wchłaniają się w materiał.
Wracasz z deszczu? Otrzepujesz kurtkę i jest sucha. Nie musisz jej suszyć przez pół dnia na kaloryferze.
Dopracowana w każdym detalu
Przez dwa lata pracy i dwanaście prób miałam czas, żeby dopracować każdy detal.
Regulowany kaptur dopasowuje się do głowy i nie spada na oczy, gdy wieje wiatr. Dół kurtki też możesz zaciągnąć - wtedy lepiej przylega do ciała i nie wpuszcza zimnego powietrza od dołu.
Mankiety z gumką skutecznie blokują wiatr. Zimne powietrze nie wpływa przez rękawy.
Dwie kieszenie zewnętrzne i jedna wewnętrzna. Wystarczająco duże na telefon, portfel i klucze.
Kurtka jest odporna na zagniecenia. Możesz ją spakować do torby, wyjąć po kilku godzinach i wyglądać przyzwoicie.
Zaprojektowana i uszyta w Polsce z włoskiej tkaniny. Każdy element przemyślany.
Jedyna kurtka z takim składem w Polsce
Prawdopodobnie nikt w Polsce nie ma kurtki z 100% wełny, membraną z recyklingu i wypełnieniem z merino plus biopolimeru kukurydzianego.
Wszyscy ci dostawcy i producenci, którzy mówili "nie da się"? Mieli rację w jednym - nikt inny tego nie zrobił. Ale nie dlatego, że się nie da. Tylko dlatego, że nikt nie miał odwagi spróbować.
Wełna dojrzewa i ładnieje z czasem. Nie traci swoich właściwości termoregulacyjnych i antybakteryjnych. Nie zbryla się, nie rozpada.
Biodegradowalne wypełnienie z merino i biopolimeru kukurydzianego grzeje nawet mokre. Jeśli z jakiegoś powodu dostanie się do niego wilgoć, nie przestanie cię chronić przed zimnem.
Woolaspen posłuży przez dziesięć lat lub dłużej. To nie jest kurtka na sezon.
Nie zatruwa oceanów
Każde pranie syntetycznej kurtki uwalnia setki tysięcy mikroskopijnych cząstek plastiku. Trafiają do wody, do rzek, do oceanów.
Woolaspen jest w 80% z wełny i w 20% z biopolimeru kukurydzianego. Materiały biodegradowalne w 90 dni.
Jeśli kurtka kiedyś trafi na wysypisko, rozłoży się naturalnie. Nie zostawi po sobie mikroplastiku na następne trzysta lat.
Kurtka, która nie zatruwa planety.
To jedyny drop tej kurtki w tym sezonie
Włoska tkanina wymaga czasu na produkcję. Certyfikaty dla naturalnych materiałów to procedury, które nie tolerują skrótów. Nie będzie kolejnej produkcji kurtki. Chcesz Woolaspen na tę zimę?
Zdecyduj teraz.
To nie jest masowa produkcja. To nie jest kurtka, którą kupisz za trzy miesiące w wyprzedaży. To kurtka, której żadna marka nie miała odwagi zrobić. Którą sama stworzyłam, bo wszyscy mówili "nie da się".
Wersje językowe
