Monika Kamińska

ODWIEDŹ NASZ BUTIK PRZY UL. NIECAŁEJ 7 W WARSZAWIE

Roztańczona opowieść o balerinach
Roztańczona opowieść o balerinach

Nie da się ukryć, że wysokie obcasy kradną zawsze uwagę i podkręcają stylizację, wznosząc ją na nowy poziom (w przenośni i dosłownie), ale buty, o których dzisiaj piszemy, w niczym im nie ustępują — nie wyobrażamy sobie bez nich naszej szafy. BALERINY — buty, w których przemkniesz dyskretnie przez miasto, kiedy akurat weźmie Cię ochota na kawę, które idealnie wtopią się w każdy Twój look, niezależnie od tego, co będziesz miała ochotę założyć, które bez wątpienia dotrzymają Tobie kroku i będą wybawieniem, gdy znuży Cię przydługi wieczór w szpilkach. Klasa, prostota, wygoda —  zalety balerin mogłybyśmy opisywać godzinami, jednak jak to się stało, że wylądowały w naszej szafie? Dziś opowiemy Wam historię balerin.

 

 

Początków historii balerin można szukać w zasadzie już w średniowieczu. Pradziadkowie butów na płaskiej podeszwie zwane były ciżmami, ich znakiem rozpoznawczym były wydłużone, spiczaste noski sięgające długością nawet 60 centymetrów. (usilnie próbujemy sobie wyobrazić, jak mógł wyglądać chód w takich butach). Co ciekawe, badacze historii mody wskazują na polskie pochodzenie tego obuwia, ciżemki znane były także pod nazwą crakoves czy poulaines (co w języku francuskim oznacza „buty pochodzące z Polski”). Wytwarzano je przeważnie ze skóry lub welwetu, niekiedy ozdabiano je perłami i złotem. Para ciżemek często była dwukolorowa, but prawy różnił się od buta lewego, kontrastowały barwą, a zdobienia miały nierzadko obsceniczny charakter. Buty z wydłużonymi noskami często kojarzone były z rozwiązłością i dekadencją. Co więcej, ciżmy były na tyle łączone z odrodzeniem pogaństwa, że w XV wieku papież w wydawanych bullach, czyli dokumentach papieskich, ustalał, kto może takie buty nosić.

 

Kontrowersyjne buty po 1500 roku odeszły do lamusa na blisko kilka stuleci i ustąpiły miejsca butom na obcasie. Jak zwykle w takich przypadkach, kreatorami trendów w modzie byli monarchowie, których chętnie naśladowali przedstawiciele wyższych warstw społecznych. Katarzyna Medycejska, pragnąc wyglądać dostojniej w dniu swojego ślubu, zamówiła pantofle na obcasie i tak zrodziła się moda na wysokie obcasy, trwała ona aż do wielkiej rewolucji francuskiej. Wraz z upadkiem monarchii, moda skierowała się ku bardziej praktycznym rozwiązaniom, rezygnowano z upodobań kojarzonych z burżuazją — a więc także z butów na wysokim obcasie. 

 

W XIX wieku rosła popularność baletu. Przyczyniło się to do modernizacji kostiumów do tańca — w tym także i butów. Tancerki i tancerze baletowi występowali w puentach, butach z usztywnianymi noskami, które umożliwiały im taniec na czubkach palców. Szewcom zależało na tym, aby tworzyć obuwie, które będzie dawało tancerzom lekkość, zwiewność, płynność. Tak właśnie narodziły się baletki. Punktem przełomowym było otwarcie przez Salvatore Capezio, włoskiego rzemieślnika, punktu sprzedaży obuwia do tańca nieopodal Metropolitan Opera House. 

W latach 40 baletki zeszły z baletowej sceny i wyszły prosto na ulice dzięki  amerykańskiej projektantce Claire McCardell, która do swoich projektów mody ready-to-wear poszukiwała butów, które spełniłyby oczekiwania najbardziej wymagających. Buty miały być przede wszystkim wygodne i praktyczne - jej wybór padł właśnie na baletki od Capeziego. Zamówiła buty w różnych kolorach i z różnych materiałów.  Kolejnym punktem zwrotnym w karierze balerin były lata 50, kiedy młodziutka Brigitte Bardot, będąca u progu kariery, wystąpiła w filmie „I Bóg stworzył kobietę”, który miał stać się głosem pokoleniowym, wyrazem przemian społecznych i przejawem nadchodzącej rewolucji seksualnej. 

 

Bardot, zanim rozpoczęła karierę aktorską uczęszczała do szkoły baletowej. Do słynnej sceny, w której tańczy mambo zamówiła czerwoną parę balerin od Rosy Repetto, która swój butik miała Rue de la Paix. Buty stały się hitem i znakiem rozpoznawczym Repetto - model na cześć Bardotki nosi jej inicjały. Jednak nie tylko francuska seksbomba miała słabość do balerin — posiadająca taneczny rodowód Audrey Hepburn rok po sukcesie nowofalowego filmu z Bardot wystąpiła w musicalu „Zabawna buzia”, gdzie charyzmatycznym tańcem w czarnym total looku rozkochała w sobie widzów.

 

Dwie aktorki-ikony w zupełności wystarczyły, aby ugruntować pozycję balerin. Od tamtej pory bez ustanku reinterpretowane są przez projektantów. Łączono je w każdym możliwym zestawieniu: z garsonkami (u Chanel), z sukniami balowymi (u Lanvin), z jeansami (to zestawienie szczególnie upodobały sobie top modelki lat dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysiącznych, z Kate Moss na czele). Dodatkowo baleriny ponownie zyskały na znaczeniu po sukcesie serialu „Plotkara” w którym bogate nastolatki z nowojorskiej elity przemierzały najmodniejsze ulice Manhattanu właśnie w balerinach. 

Baleriny skórzane mogą być idealnym rozwiązaniem, kiedy wybieramy się na randkę połączoną ze spacerem. Kiedy nie wiemy, jakie buty wybrać na wesele,  baleriny będą w stanie przetańczyć z nami całą noc. Kiedy idziemy poszwendać się po mieście w poszukiwaniu nowych, ciekawych miejsc. Kiedy szukamy butów do pracy, które sprawdzą się także wieczorem. W naszej kolekcji także nie mogło zabraknąć balerin — postawiłyśmy na klasykę, skórzane baleriny są u nas dostępne w czerni i w pudrowobeżowym kolorze. Oba warianty sprawdzą się na wiele okazji. Czarny to zawsze bezpieczny kolor, elegancki, klasyczny, pasuje do każdej stylizacji, i do tej biurowej, i do tej rockowej, do bardziej eleganckiej i do weekendowej, swobodnej. Pudrowy beż to kolor dla romantycznek, nadadzą każdej stylizacji lekkości, dziewczęcego uroku, odrobiny nonszalancji. Słowem: nie ma takiej sytuacji, kiedy baleriny nie zdałyby egzaminu. Jeśli kompletujesz szafę kapsułową, nie możesz ich pominąć, to buty, jak śpiewała Nancy Sinatra, stworzone do chodzenia!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium